Przez prerię

Powiał mocniejszy wiatr - zadrżałam. Gdzieś w oddali spadła gwiazda. Skojarzyła mi się ze mną. Ja też spadłam, a byłam takim świecidełkiem. Młoda, pełna marzeń i pragnień. Obsunęłam się na dno. Przeklęłam w ciszy. Po samotnych torach prerii przemknął pociąg. Idioci, pomyślałam.
Usiadłam na brzegu urwiska. Moje dłonie muskała trawa. Wzięłam do ręki kamień i cisnęłam w ostatni wagon pociągu. Nawet nie chciałam trafić.
Nie umiem sobie poradzić z bezradnością. Nie tak wyobrażałam sobie dorosłe życie. Pozostawiona na środku prerii, sama. Może i ktoś mnie znajdzie, martwą! Stanę się potrawką dla tych cholernych kojotów. Rodzice chcieli mnie nauczyć życia, to teraz stracą córkę. Nie należą do normalnych, może i ja też nie.
Wstałam, nie miałam co czekać na śmierć. Ona i tak kiedyś przyjdzie.
- Halo? - krzyknęłam.
Zaśmiałam się z siebie. Pomoc? W takim miejscu?
Boję się wielu rzeczy. Jedną z nich jest noc. Wmówiłam sobie, że nie mam nic do stracenia, co dodało mi trochę odwagi. Nie tyle, żeby wyprostowana iść na przód, ale to wystarczyło, żebym nie umarła ze strachu.
Ruszyłam najpierw powoli, później zaczęłam biec. Jak to w nocy - temperatura spada. Miałam na sobie bojówki, solidne buty, czarną bluzkę na ramiączka i płaszcz. Zestaw nie sprawdzał się w dzień, jednak na noc był idealny.
Znalazłam kilka kamieni, które tworzyły swego rodzaju norę. Po sprawdzeniu, czy nie jestem nieproszonym gościem, weszłam do schronienia.  Położyłam się i zawinęłam w płaszcz. Noc przebiegła spokojnie. Nie było to najlepsze miejsce na nocleg, ale zapewne jedyne w promieniu wielu kilometrów.
Wyruszyłam o świcie i po godzinie dotarłam do asfaltowej drogi. Byłam głodna i nagrzana. Przesunęłam płaszcz na głowę, aby przypadkiem nie dostać udaru.
Rozejrzałam się w obie strony. W żadnych kierunku nie widziałam ani jednego domu. Po krótkim i jakże zbędnym namyśle stwierdziłam, że droga musi dokądś prowadzić i skądś odbiegać. Zamrugałam kilka razu. Przypomniałam sobie, że lewa strona często przynosi mi pecha, więc obrałam przeciwny kierunek. Pomimo wielu prób łapania stopa po trzech godzinach usiadłam wyczerpana na ziemi. Właśnie wtedy przybyło zbawienie, które zatrzymało samochód i w zamian za drobną przysługę dowiozło mnie do najbliższego miasteczka. "Drobna przysługa" okazała się być sprzątaniem stajni. Zajęcie to, choć brzmi niepozornie, zajęło mi cały dzień. Usnęłam na belach siana w pobliskiej stodole. Niestety tryb życia mieszkańca tego miasteczka (którego nazwy nie dane mi było poznać) nie sprzyjał mi. Pomimo najszczerszych chęci zostałam obudzona o świcie przez właściciela budynku. Ten ów miły człowiek zaproponował mi nocleg za (znaną nam już) drobną przysługę. Poprosiłam o jedzenie. Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem. Wyjątkowo zdziwiło mnie jego zachowanie. Przed chwilą zaproponował mi nocleg, a teraz zniechęcił się do mnie, kiedy poprosiłam jedynie o jedzenie. Spojrzałam na niego pytająco.
- Myślisz, że jestem garkuchnią dla bezdomnych? Pozwoliłem ci na nocleg, bo to mnie nic nie kosztuje. Na jedzenie musisz sobie na prawdę zasłużyć.
- Co mam zrobić? - zapytałam słabym głosem.
- Nie wiem, dlatego nic ci nie dam.
Wstałam i oburzona wyszłam ze stodoły. Zrobiło mi się słabo. Wlokąc nogę za nogą doszłam do głównej drogi miasteczka. Wyglądało to, jakbym trafiła na plan klasycznego westernu. Zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o parkan najbliższego budynku. Ktoś do mnie podszedł. Spojrzałam na twarz przybysza zmęczonymi oczami. Był to młody chłopiec.
- Mamo! Ta pani umiera! - krzyknął przerażony.
- To niech umiera, tylko nie przed naszym domem.
- Misiu, ja ciągle żyję - powiedziałam do chłopca.
- Nie mamo, ta pani żyje i coś do mnie mówi!
Z domu wyszła ciemna brunetka wycierając ręce o fartuch. Typowa pani domu. Rozejrzała się po ulicy.
- Pewnie się upiła, zostaw ją. - Powiedziała kobieta i wyciągnęła rękę od syna. Chłopiec spoglądał to na mnie, to na rodzicielkę.
- Można tak? - Zapytał.
- Chodź, nie pytaj. - Uśmiechnęła się.
- Ty też chodź - Złapał mnie za rękę.
Chociaż przed oczami robiło mi się ciemno, a organizm uparcie domagał się jedzenia, miałam cichą nadzieję, że chłopiec zauważył wdzięczność, którą go w tamtej chwili otaczałam. Końcowy rzut oka na piaszczystą ulicę na przyniósł zbawienia, jednak czułam, że ktoś mnie unosi.
Obudziłam się wraz z zachodem słońca. Piękna pora, zwłaszcza w takim krajobrazie.
- Śpisz?
Zamrugałam sklejonymi oczami. Musiałam chwilę pomyśleć, zanim zorientowałam się, co się właściwie stało. Leżałam w łóżku, przykryta kocem.
- Śpisz jeszcze?
Szturchnęła mnie drobna rączka. Przekręciłam się na drugi bok, chcąc ujrzeć twarz osoby, która usilnie próbuje mnie obudzić. Obok łóżka siedział chłopiec, ten sam, który mi pomógł.
- Rick, zostaw panią.
Do pokoju weszła średniego wzrostu brunetka. Nie wyglądała na tutejszą. Była lepiej zbudowana, stanowcza. Może Irlandka. Chłopiec chwycił jej rękę. Dopiero wtedy przypomniałam sobie dlaczego tu jestem, dlaczego zemdlałam - z głodu. Jednak już go nie czułam. Nakarmili mnie? Raczej nie, pewnie cały czas byłam nieprzytomna.
Usiadłam po turecku, jednocześnie okrywając plecy kocem. Spojrzałam za okno. Wyglądało na to, że jest grubo po południu. Lecz czy chodziło o południe następnego dnia, miesiąca czy roku, tego nie wiem.
Po chwili drzwi się uchyliły, a ja odwróciłam się gwałtownie. Do pokoju weszła dziewczynka ze szklanką wody i postawiła ją przede mną, po czym wyszła bez słowa. Moje usta ułożyły się w nieme dziękuję, które skierowałam do zamykających się drzwi. Sięgnęłam po szklankę i upiłam łyk. Przerzuciłam nogi na podłogę, zrzuciłam z siebie koc i wstałam. Chwiejnym krokiem podeszłam do ściany. Oparłam się o nią i omiotłam wzrokiem pomieszczenie w poszukiwaniu butów. Po chwili zrezygnowałam z szukania i wyszłam w samych skarpetkach. Kręciło mi się w głowie, idąc przez korytarz odbijałam się od ścian nie mogąc stanąć w pionie. 

4 komentarze:

  1. Wow... trudno znaleźć słowa, żeby opisać jak wielki masz talent! Ten fragment podobał mi się szczególnie- szczypta napięcia, gram tajemniczości i genialny styl!
    Mimo wszystko- mam nadzieję, że to akurat skończysz (:

    ~Espí (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię! O kontynuację nie musisz się martwić, mam jeszcze dwie zeszytowe strony do przepisania ;)

      Usuń
    2. Przyznam szczerze, że mi ulżyło, bo zapowiada się świetnie (:

      Usuń